Gdyby Chrystus nie przyszedł do mnie...

Wywiad z ks. prof. Józefem Naumowiczem, znawcą pierwszych wieków chrześcijaństwa, wykładowcą na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

Milena Kindziuk: - Jak pojąć wielką tajemnicę, którą czcimy 25 grudnia?

Ks. prof. Józef Naumowicz: - Nie chodzi o to, by objąć ją tylko rozumem, ale przede wszystkim, by przed nią stanąć i ją adorować, rozważać, kontemplować, podziwiać, po prostu nią się zachwycić, bardziej ją ukochać. - Czyli trzeba mieć wiarę, by przeżywać Boże Narodzenie? - Z pewnością. Chociaż to, czego nam niekiedy brakuje, to nie jest wiara, którą mamy, ale zachwyt, umiłowanie. Nie na darmo w tekstach liturgicznych, jakimi w tych dniach się modlimy, wciąż słyszymy wezwanie: "Przyjdźcie, uwielbiajmy Go". Zachwyt pomaga lepiej poznać, prowadzi do spotkania, przeradza się w zawierzenie i uwielbienie. Jest to poznanie przez miłość.

- Czy jest to podobne do sytuacji, gdy zachwycamy się czymś pięknym?

- Niewątpliwie, piękno zawsze nas fascynuje. Tym pięknem są jednak nie tylko dzieła artystyczne: muzyczne, malarskie, literackie, architektoniczne itd. Pociąga nas także piękno ludzi świętych, urok prawdy, pokoju i czystego sumienia. Właśnie narodzenie Chrystusa oznacza, że człowiek może słyszeć, widzieć, dotykać prawdziwe wcielenie Boskiego piękna.

- Z pewnością tym pięknem jest sam Chrystus...

- Tak. Augustyn napisał, że Chrystus jest piękny w swym wiecznym istnieniu, ale także wtedy, gdy przez dziewięć miesięcy przebywał w łonie Matki, i potem, gdy jako dziecko był w ramionach Maryi i Józefa. Ale także był piękny, gdy Go biczowano, gdy cierpiał, zawisł na drzewie, był złożony w grobie.

- Czy jednak Biblia nie stosuje wtedy słów: "Nie miał On wdzięku ani blasku, aby (...) na Niego popatrzeć"?

- Gdy Augustyn mówi o pięknie, ma na myśli nie tylko stronę zewnętrzną, fizyczną, czyli wygląd, ale przede wszystkim piękno wewnętrzne. A piękno oznacza harmonię, spełnienie się planów i zapowiedzi. Gdy więc Jezus się rodził jako człowiek i gdy cierpiał mękę, wtedy spełniał się wielki plan zbawienia, zapowiadany zarówno w słowach proroków o przyjściu Emmanuela - Króla pokoju, jak też w pieśniach Izajasza o cierpiącym Słudze Jahwe. Stąd do Chrystusa odnoszą się słowa: "najpiękniejszy z synów ludzkich". Łączy się w Nim piękno Boskie i ludzkie. W Nim całe dzieje świata odnajdują sens i harmonię.

- W znanej kolędzie "Wśród nocnej ciszy" śpiewano kiedyś: "Cztery tysiące lat wyglądany". Dlaczego taka liczba?

- Ponieważ wtedy, gdy powstała ta kolęda, a więc w XVIII wieku, panowało przekonanie, że świat został stworzony ok. czterech tysięcy lat przed Chrystusem. Wynikało to z obliczeń, jakie wtedy tworzono i jakimi się wprost pasjonowano. Zresztą, przybliżoną liczbę lat wskazuje tzw. żydowska era od stworzenia świata, używana zresztą do dziś, którą liczy się od 3761 r. przed Chrystusem. Tak więc Zbawca był oczekiwany od początku stworzenia, zawsze, przez całe dzieje.

- W końcu przyszła oczekiwana Święta Noc. Dlaczego była ona tak niezwykła?

- Bo tej nocy, jak mówi Ewangelia, pojawiła się chwała, czyli promieniujące piękno. Ona oświecała pasterzy czuwających nad stadami. I zawsze oświeca wszystkich, którzy "kroczą w ciemnościach".

- A jak tę noc opisywali najdawniejsi autorzy chrześcijańscy?

- Jeden z bardziej poruszających opisów znajduje się w piśmie z II wieku, pt. Protoewangelia Jakuba. Jest tam taki obraz: Gdy rodził się Jezus, wtedy na chwilę w bezruchu stanęły zwierzęta, ptactwo na sekundę zakrzepło w locie, kozły, które weszły do rzeki i przytknęły pyski do wody, zastygły w bezruchu, znieruchomieli także pasterze, zostało na chwilę jakby zawieszone życie kosmosu i obroty gwiazd. Na ten moment zatrzymał się i zdumiał cały świat. I po chwili wszystko jakby na nowo przebudzone podjęło swój bieg i ruch. Ten motyw bezruchu znany jest w literaturze starożytnej i biblijnej jako zapowiadający obecność Boga. Według midraszów, przyroda zamarła wtedy, gdy Mojżesz otrzymywał Prawo na górze Synaj. Teraz zamarła ze zdziwienia, gdy rodził się Jezus. My także w tych dniach mamy się zatrzymać, jakby zastygnąć, znieruchomieć przed tą wielką tajemnicą i odczuć obecność Boga.

- Skąd się wziął obraz narodzenia w stajence lub grocie, skoro Ewangelie o tym nie wspominają?

- Rzeczywiście w Ewangeliach nie ma wzmianki o ubogiej stajence czy grocie, są jednak podstawy, by w takiej właśnie scenerii przedstawiać przyjście Jezusa na świat. Z Ewangelii wynika, że nowo narodzony Chrystus został ułożony w żłobie, a więc w miejscu, gdzie kładziono paszę dla zwierząt. Całe to pomieszczenie mogło więc być jakąś szopą, grotą skalną albo schroniskiem wydrążonym w ścianie pagórka w okolicy Betlejem.

- I stąd powstała tradycja, która narodziny Jezusa umieszcza w grocie?

- Tak, bo jaskinie i groty często wykorzystywano jako miejsce schronienia. W okolicach Betlejem jeszcze dzisiaj można spotkać mieszkania w części zbudowane, a w części wydrążone w wapiennej skale, gdzie chronią się zwierzęta i ludzie, oddzieleni jedynie ścianą. W takiej grocie mógł stać żłób, o którym mówi Ewangelia. Ale wszystko to ma znaczenie jeszcze głębsze.

- Jakie mianowicie?

- Ciemna grota jest obrazem otchłani, do której przychodzi Bóg przynoszący światłość. Tak więc już w swoim narodzeniu Chrystus zstępuje do czeluści tego świata, w jakich znajduje się ludzkość żyjąca w "cieniu śmierci" i wyczekująca Zbawcy. Podkreślają to zwłaszcza ikony Bożego Narodzenia, które przedstawiają żłóbek Jezusa umieszczony w skalnej rozpadlinie, w której naraz rozbłyska światło. Także Ojcowie Kościoła w swych komentarzach rysowali obraz ciemnej jaskini, która zostaje opromieniona przedziwnym blaskiem. Przypominali, że Bóg przybył szukać ludzkości, owej "zagubionej owcy" z przypowieści ewangelicznej, i przybył aż do "głębokości ziemi". Grota ma więc sens nie tylko rzeczywisty, ale też symboliczny.

- Obraz szopki betlejemskiej jest zarazem bardzo ciepły, bliski, wprost wzruszający...

- Gdy jednak mówimy o narodzeniu Jezusa w ubogiej grocie, wśród zwierząt i pasterzy, nie chodzi jedynie o tani sentymentalizm czy ckliwe przeżycie, chociaż nastrój ten ma także poruszyć nasze emocje. Przede wszystkim jednak ma on nam przypominać, jak bardzo Bóg ukochał człowieka i jak bardzo się uniżył, by przyjść do ludzi. Uzmysławia nam, że Zbawiciel przyszedł na świat w ciszy i pokorze, prawie niezauważalnie, bez niezwykłych znaków ani zewnętrznych wyrazów wielkości. W dodatku pojawił się nie w stolicy wielkiego Imperium Rzymskiego, ale w zapadłym zakątku Palestyny, w miasteczku, o którym mało kto wcześniej słyszał. Urodził się zupełnie na peryferiach wielkiego świata. W tym się wyraża miłość i pokora Boga. Miłość, która działa w sposób dyskretny, delikatny, nienarzucający się i która jest krucha jak to Dziecko: można ją przyjąć lub odrzucić.

- Co więc zrobić, by tę miłość przyjąć w Boże Narodzenie?

- Orygenes powtarzał: "Jakie miałoby znaczenie, że Chrystus kiedyś przyszedł na ziemię, gdyby nie przyszedł do twej duszy?". Jaki więc sens miałoby Jego narodzenie, gdyby nie narodził się we mnie, gdyby nie przyszedł do mnie, nie poruszył mnie, nie zachwycił? Gdyby nie pobudził we mnie miłości, dobra, nie zrodził pokoju. To samo powtórzył Angelus Silesius, czyli Anioł Ślązak w znanym dwuwierszu, który Adam Mickiewicz przetłumaczył następująco: Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, / Lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.

- Istota tych Świąt zatem tkwi w osobistym spotkaniu z Chrystusem?

- Ojcowie Kościoła mówili, że w Betlejem Chrystus przyszedł na świat w upokorzeniu, natomiast na końcu czasów czy w chwili naszej śmierci przyjdzie w blasku chwały. Między tym pierwszym a drugim przyjściem następuje jednak to, co św. Bernard z Clairvaux nazwał "przyjściem środkowym" (medius adventus). Ono się dokonuje teraz, w obecnym świecie, w naszym życiu, między Wcieleniem a ostateczną paruzją. Jest to przyjście duchowe Chrystusa, inne niż w Betlejem, inne niż na końcu czasów. Wyraża się w osobistym doświadczeniu Boga w nas, gdy przychodzi On zamieszkać przez łaskę w naszej duszy, przygotowanej przez oczyszczenie. Stąd mamy nieustannie szukać i odkrywać Boga. Jak mówił św. Jan Klimak, mamy Go szukać w naszym sercu - przez wiarę, w Kościele - przez sakramenty i w naszych bliskich - przez miłość.

- Dziękuję za rozmowę.

"Niedziela" 52/2005

Editor: Tygodnik Katolicki "Niedziela", ul. 3 Maja 12, 42-200 Czestochowa, Polska
Editor-in-chief: Fr Jaroslaw Grabowski • E-mail: redakcja@niedziela.pl